Kasia Mandarynka | Rozmowa z moim ulubionym joginem
819
post-template-default,single,single-post,postid-819,single-format-standard,qode-quick-links-1.0,woocommerce-no-js,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,qode_grid_1300,columns-3,qode-theme-ver-11.2,qode-theme-bridge,wpb-js-composer js-comp-ver-5.2.1,vc_responsive

Rozmowa z moim ulubionym joginem

Olsi Dragoj – początkujący nauczyciel jogi, prywatnie mąż Kasi Mandarynki i niepokorny Albańczyk mieszkający od 17tu lat w Polsce.

 

Od czego zaczęła się Twoja przygoda z jogą?

Olsi Dragoj: Moja historia z jogą zaczęła się od problemów zdrowotnych. Po wypadku samochodowym i przez wieloletni siedzący tryb pracy nabawiłem się wielu kontuzji, dolegliwości bólowych i problemów z kręgosłupem. Szukałem różnych sposobów na rozwiązanie tych problemów… Najpierw tradycyjnie, czyli lekarze, prześwietlenia i różne zastrzyki. Czasem były też wizyty u fizjoterapeutów. Ale głównie lekarze przepisywali mi tabletki przeciwbólowe a fizjoterapia okazała się tymczasowym rozwiązaniem. Zaczęło mi przeszkadzać to, że lekarze nie szukają przyczyny tylko leczą objawy. Nie chciałem brać tabletek do końca życia.

I jak trafiłeś na jogę? Skąd w ogóle ten pomysł?

Pierwszy raz na jogę trafiłem przez mojego przyjaciela Joao, kiedy jeszcze mieszkałem w Łodzi. Ale wtedy bardziej podobał mi się sam fakt, że uprawiałem jogę. Byłem uśmiechnięty po każdym treningu, ale jeszcze kompletnie nie rozumiałem o co w tym wszystkim chodzi. Stan relaksu i odprężenia po treningu bardzo mi się podobał.

Potem miałem długą przerwę w ćwiczeniu – około 3 lata – w międzyczasie dużo chodziłem na basen.

Basen nie dawał Ci tego co joga?

Basen super na mnie działał, ale po pewnym czasie pracy z wymagającym trenerem nabawiłem się kontuzji barku. Bardzo też nie lubiłem chodzić na basen zimą. Wychodzenie z basenu było bardzo nieprzyjemnym doświadczeniem, zawsze było mi zimno. Musiałem ubierać się na cebulkę. Do tego praca, w której byłem ciągle w delegacji niestety nie pozwalała na regularne treningi. Z czasem przestałem. Stare kontuzje się odnowiły, a ja z powrotem trafiłem do lekarzy i tradycyjnych metod radzenia sobie z dolegliwościami.

Po przeprowadzce do Warszawy jak trafiłeś na jogę?

Przeprowadzając się do Warszawy zmieniłem miejsce pracy i na parterze budynku, w którym pracuję znajduje się centrum fitness. Za namową koleżanki z firmy, która zaczęła chodzić na jogę trafiłem na zajęcia u Ani Kociszewskiej. Sposób w jaki ona prowadzi zajęcia spowodował, że znowu zakochałem się w jodze.

Co takiego jest w zajęciach prowadzonych przez Anię?

Ania promieniuje dobrą energią, bardzo dobrze tłumaczy wszystkie pozycje. Jest zawsze uśmiechnięta i bardzo optymistyczna.

Myślisz, że to właśnie przez jogę jest taka uśmiechnięta?

Tak, myślę, że dzięki jodze osiągnęła duży poziom spokoju i wewnętrznej harmonii. To mi zaimponowało.

Uwierzyłeś, że i Tobie dzięki jodze może udać się taki stan osiągnąć?

Zaraziła mnie tą jogą. Do tego stopnia, że zacząłem chodzić regularnie. I przez pierwszy rok nie ominąłem ani jednych zajęć. Początki były trudne, byłem kompletnie nie rozciągnięty, obolały i bardzo ambitny, co nie jest dobrą cechą w jodze. Nie potrafiłem się utrzymać w asanach, i zawsze się wściekłem, że mi nie wychodzi. Wszystko robiłem nieprawidłowo, ale się nie zniechęcałem. A to dlatego, że Ania ciągle powtarzała, że w jodze nie trzeba być ambitnym tylko trzeba słuchać swojego ciała i z czasem wszystko się uda. I tak się właśnie stało.

Najszczęśliwszy moment podczas moich zajęć to kiedy Ania powiedziała mi, że mam świetne poczucie własnego ciała. Nastąpiło to po około roku regularnych treningów.

A jak trafiłeś na kurs instruktorski? Bo teraz już sam prowadzisz zajęcia?

Chciałem się w tym rozwijać. Nie chciałem się rozstać z jogą, żeby nie było jak z pływaniem. A będąc nauczycielem jogi wierzę, że to rozstanie będzie trudniejsze. Będę miał ciągle możliwość praktykować jogę. Nie spodziewałem się, że tak szybko się zdecyduję na kurs instruktorski, ale Ania mnie trochę namówiła, żebym wyszukał jakiś kurs i się zapisał. Oczywiście miałem swoje wątpliwości, bo bałem się że mam za małe doświadczenie aby prowadzić samemu zajęcia, ale dzięki Ani i mojej ukochanej Kasi postanowiłem spróbować swoich sił i zapisałem się na kurs instruktora. Kasia bardzo we mnie wierzyła i zachęcała żebym wierzył w siebie, widząc jaki duży i dobry wpływ ma na mnie joga.

To gdzie można przyjść na Twoje zajęcia?

Obecnie prowadzę zajęcia w kameralnej szkółce jogi – Joga Sulejówek (https://www.facebook.com/JogaSulejowek/) – u Iwony Trojanowskiej, która dała mi szansę prowadzenia zajęć. Najpierw na zastępstwo, a od 2.01.2019 prowadzę swoją własną grupę “Joga dla początkujących”. Zajęcia odbywają się w każdą środę o 19:00 i trwają 1,5 godziny. Zapisała się nawet moja teściowa!

Co mówisz swoim uczniom na takim kursie? Co jest ważne na początku?

Mówię to co sam kiedyś usłyszałem, żeby wszyscy posłuchali swojego ciała, żeby zostawili ambicję na bok i skupili się na tym, aby wykonywać asany na tyle na ile pozwala im ich ciało. Z czasem będą mieli dużo lepsze samopoczucie i satysfakcję z wykonywanych pozycji/asan. I że przez ćwiczenie jogi osiągniemy spokój fizyczny i psychiczny – dzięki zrelaksowanym mięśniom oraz spokoju otrzymanym przez oddechy i relaks na koniec każdej sesji – savasana.

Jak często należy ćwiczyć jogę na początku?

Teoretycznie jogę można ćwiczyć codziennie, można też samemu w domu ćwiczyć najprostsze pozycje. Wystarczy 15 min dziennie, trochę się porozciągać, żeby mieć kontakt z tą jogą.

Dużo osób ćwiczy z youtubem, myślisz, że to dobry sposób na start?

Myślę, że to dobry sposób na początku, ale ma jeden minus – nikt nie poprawi twojej sylwetki przy wykonywaniu asan i możesz to robić nieprawidłowo. To może prowadzić do kontuzji. Ale nie chcę nikogo zniechęcać, po prostu trzeba uważać. Każdy sposób aby zacząć swoją przygodę z jogą jest dobry.

Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia!